Lubię, gdy czas biegnie spokojnie. Lubię, gdy – podejmując się jakiegoś zadania – mam go na tyle dużo, aby móc – jak to się mawia – bez napinki, wręcz kontemplacyjnie zrealizować swoje zamierzenia. Takoż lubię, gdy auto testowe DTF-u jest do mojej dyspozycji na tzw. dłuższą chwilę, można wtedy zaplanować jakąś trasę, motyw przewodni czy inną koncepcję. Ale lubienie sobie, a życie sobie.

Michał Miszewski
członek SKFS

– Hej! Słuchaj, będzie Astra do testu, ale wiesz, tak na 4 dni to maks. Bierzesz? – rzekł zabiegany głos po drugiej stronie słuchawki. Hmm… No dobra, grunt to podjąć wyzwanie.

– Biorę, co mam nie brać? Będzie szybki test szybkiego Opla.

Astra praktycznie od chwili debiutu modelu pod tą nazwą na początku lat 90. gościła w polskich flotach. Importer szybko dostrzegł potencjał tkwiący w polskim rynku i Astra zawsze była modelem, który miał jakieś zachęty skierowane do naszego rynku. Kontyngenty bezcłowe (ktoś jeszcze pamięta, jaki to był dziki szał?), później montownia na Żeraniu, przez chwilę nawet plany kupna podupadającej już wówczas FSO, wreszcie budowa własnej fabryki GM w Gliwicach i produkcja tamże kolejno wszystkich generacji Astry. Patrząc zatem na kompaktowego Opla, widzimy (często) wytwór polskich robotników.