Za tysiaka szwagier kupił poloneza caro z 1993 roku. Na chodzie, z gazem, ale lekko podgnity i co nieco trzeba w nim zrobić – hamulce się zapiekają, parownik wymagał wymiany, są lekkie luzy w kierownicy – ale podobno w polonezach to normalne. Poza tym jeździ i trąbi, ale został kupiony jako auto do nauki jazdy dla początkującego i jest obliczony na jazdę max 2-3 lata bez większych inwestycji, tylko bieżące naprawy chroniące przed staniem na kołkach. Co dziwne, silnik pracuje równo, nie bierze oleju ani płynu i da się na nowym parowniku zejść nieco poniżej 10l gazu. Gdyby nie to, że podstawowe czynności obsługowo/serwisowe robimy sami, to jego dalsza eksploatacja nie miałaby sensu ekonomicznego. Niestety, coś co wygląda, jeździ i nie wymaga reanimacji to minimum 5 koła, a i tak to nie będzie żaden cymes, z tym że wybór większy.