Zweryfikowanie wskazań komputera pokładowego wymaga nieco wysiłku, ale jest możliwe, a nawet konieczne, żeby później można było na wskazaniach komputera polegać (albo wręcz przeciwnie). Proponuję użyć prostej metody: porównać spalanie wykazane przez komputer ze spalaniem obliczonym samodzielnie, ale nie z jednego tankowania, a z kilku (4-5). Tylko pierwsze i ostatnie tankowanie musi być zrobione w miarę dokładnie pod korek. Kiedyś próbowałem oszacować błąd tej metody, wychodziło mi, że jest wyraźnie mniejszy od 0,1 l/100km.

Czytając niektóre wpisy (np. 7l/100km w 300-konnej benzynie) nabieram przekonania graniczącego z pewnością, że mamy do czynienia z syndromem ryby, która najszybciej rośnie po jej zjedzeniu – w opowieściach wędkarza, który ją złowił.

Współczesne diesle w optymalnych warunkach palą rzeczywiście zaskakująco mało, ale spalanie gwałtownie rośnie, gdy warunki zaczynają być dalekie od optimum. Wystarczy spadek temperatury do około 0 stopni, by samochód zamiast 4 litrów przy bardzo delikatnej jeździe zaczął palić 5 – 6 litrów na tej samej (długiej) trasie przy identycznym stylu jazdy. Sprawdziłem to praktycznie na dizlach różnych marek. Wzrosty zużycia były różne, ale zawsze bardzo wyraźne. Na tym tle wynik 6,1 litra osiągnięty przez redaktora wydaje mi się wyjątkowo przyzwoity, a jednocześnie realny.